Mój sposób na codzienną aktywność

by - marca 19, 2018


Staram się codziennie być aktywna. Dlaczego? By utrzymać lepszą formę, by spalić więcej kalorii oraz by nie przytyć więcej. Lubię ten stan, gdy pobudzę układ krążenia, gdy czuję każdy mięsień, gdy się dotleniam i przy okazji wylewam siódme poty.

Musicie jednak wiedzieć, że często jednak przychodzi mi to z wielkim trudem. Mam #niechcemisię, jak każdy z nas. Jak każdy dorosły człowiek mam też obowiązki: praca, dom, dziecko. Potrzebuję też odrobiny relaksu- serial, blogi, facebook- wiadomo. Jak sobie, więc radzę i znajduję na to wszystko czas, i w szczególności ochotę na ćwiczenia?

1. Ćwiczę tylko to co lubię.
Nie odpalę jogi, ani Chodakowskiej, bo mnie to nie kręci.

2. Sama ustawiam sobie programy.
Zdecydowanie wolę kilka krótszych filmików, niż jeden dłuższy. Zazwyczaj robię sobie dwa treningi. Jeden taki typowy taneczny cardio, drugi z elementami siłowymi, wzmacniającymi mięśnie.

3. Nie forsuję się.
Jeśli czuję, że mam słaby dzień, ćwiczę lżej lub krócej. Nie odhaczam treningu za wszelką cenę. Staram się jednak dawać sobie fory tylko w ostateczności.
Wiem też, że na moje samopoczucie ma też wpływ to co jadłam przez cały dzień, czy to jak bardzo byłam aktywna.

4. Jeśli mogę idę pieszo- to jest najlepsze co może być. Niedawno przeprowadziliśmy się i mamy teraz sporo drogi do centrum naszego miasteczka (ja moim szybkim tempem chodu idę ok 40 minut). Wiadomo, do pracy, czy z pracy (z dzieckiem) ciężko jest nie wsiąść w autobus, ale kończąc pracę p 13:30 idę na spacer wokół osiedla i dopiero po obiedzie, po godzinie 14:00 odbieram latorośl. Tak po prostu zakładam słuchawki i idę przed siebie.

5. Staram się umiejscawiać trening na pierwszej pozycji.
Tak, więc po powrocie do domu pierwsze co ćwiczę, bo wiem, że czym później tym ciężej będzie mi się zebrać.

6. Przede wszystkim dostosowuję możliwości do zmian. 
Ranki: wstaję wcześnie rano, jadę do pracy. O 13:30 kończę pierwszą zmianę i już dotychczas mam zrobione 6-10 tys. kroków (telefon mi liczy), co daje mi już ładną liczbę spalonych kalorii. Po powrocie z pracy (ok. 15:00) odpalam 40-50 min ćwiczeń. Czasami jednak idę jeszcze gdzieś np do rodziców i wracam po 17:00, więc wtedy zależnie od nastroju, czasu i siły ćwiczę od 20min wzwyż.
Popołudniówka: odwozimy dziecię do przedszkola, wracam, jem śniadanie i zazwyczaj wychodzę biegać (bo popołudniu jestem z synem sama, więc nie mam możliwości), ale wiadomo, jak brzydka pogoda to ćwiczę w domu. Jak mam zaplanowaną jakąś wizytę to wybieram komunikację nożną ;)

7. Gdy mija zimowa aura zabieram syna na spacery, gram z nim w piłkę. Chociaż nie odnajduje się w zabawach z dziećmi to na placu zabaw nigdy nie siedzę z telefonem w ręce. Planujemy też przygarnięcie pieska, ale poczekamy kilka lat. Czworonożny przyjaciel to idealny kandydat do ściągnięcia nas z fotela. Jeśli masz psiaka to zacznij z nim wychodzić na długie spacery, idźcie co raz to nowszymi ścieżkami. Jak widać, nie trzeba kijków, czy super sprzętu ;) wystarczą cztery łapki, albo piłka i dwie nóżki.

8. Mam świadomość, że wypoczywam aktywnie. Paradokumenty nie są mi wcale potrzebne do szczęścia ;) no chyba, że Ukryta prawda.

You May Also Like

0 komentarze