Dlaczego jestem otyła, czy taka osoba może być szczęśliwa + #bodypostive i jaki wpływ mają geny

by - stycznia 28, 2018


Moja historia nie jest skomplikowana, ba, podejrzewam, że wręcz banalna. Naczytałam się mnóstwo wartościowych artykułów w necie, ale również wiele shitu pochłonęłam i długo w niego wierzyłam. No, ale po kolei. Zawsze byłam pulchna. W okresie dojrzewania (z perspektywy czasu) zrobiła się ze mnie niezła foczka gąska. Później chłopak, chipsy, mc donald i ciąża i tak to wszystko szło w górę. Najwięcej przytyłam pod koniec ciąży- 30kg. Nie będę się teraz rozpisywać jak to dokładnie było,bo myślę, że to temat na osobny post. Od tego czasu przytyłam kolejne 10kg, co już stało się bardzo niebezpieczne dla mojego zdrowia.

Ale tak- tyłam przez głupotę i przez własny nadmierny apetyt.

No i trudno, dzisiaj przynajmniej potrafię się do tego przyznać, bo kiedyś wierzyłam w słowo "geny".
Mój tata i rodzina z jego strony są raczej przy kości, moja mama i jej rodzina są szczupli. Ja poszłam w tatę, siostra w mamę. Ja kapusta, ona szczypior. Zawsze wydawało mi się, że jem mało. Przecież sis potrafiła zamówić na kolację pizzę i sama zjeść. I mówię gdzie tu sprawiedliwość! Ale po latach przejrzałam na oczy. Frytki, które jadłam to nie 200kcal, tylko czasami nawet i ponad 1000kcal na moją porcję. Sis jadła pizzę, ale sporadycznie, za to całe życie była aktywna. Potrafiła zlecieć na nogach z koleżankami całe miasto dzień w dzień. Ja w tym czasie grałam w Simsy przegryzając kanapką.

Jestem gruba, bo mam to w genach- nic bardziej mylnego!

Odkąd pamiętam ten temat budzi kontrowersje na forach osób odchudzających się. Dzisiaj ja także się z tym nie zgadzam, dlaczego? Otóż uważam, że to my sami tworzymy sobie te geny poprzez nawyki rodziców, bądź bliskiej rodziny. No cóż, ja i moja bardziej pulchna strona rodziny lubimy pojeść, zaś druga strona rodziny także lubi dobrze zjeść, ale oni są za to bardziej aktywni. Najprościej mówiąc odziedziczyłam złe nawyki, a nie to, że gdzieś tam mam zapisane, że będę gruba i już. Uważam, że z tym się nie rodzi, tylko sobie to hoduje. No bo skoro by to było w genach, to nikomu nie udałoby się schudnąć, a wystarczy popatrzeć na Agę z Gruba przesada (polecam laskę!). I teraz jeszcze ktoś może rzucić hasło jojo. Efekt jojo dotyka nawyków, a nie genów. Kilogramy wracają, bo znowu zaczynamy nieprawidłowo jadać i się leniwić.
***** oczywiście piszę tutaj cały czas o ludziach zdrowych, bez żadnych obciążających chorób, które mogą mieć wpływ na wagę i ewentualnie to może mieć późniejszy wpływ genetyczny*****

Czy można być szczęśliwą grubaską?

Moim zdaniem nigdy nie osiągnie się w pełni szczęścia z wagą grubo ponad normę. Ja jestem bardzo szczęśliwa. Uważam, że nie mam prawa narzekać i marudzić. Mam wspaniałego syna, bezpieczną pracę, w super lokalizacji i super godzinach, dach nad głową i zdrowie. Ale jednak jest coś co przeszkadza. Nie stanę przed lustrem w bieliźnie/ nago i nie powiem "Ewelina, Ty sexowna bogini", no bo nie. Nie wejdę do każdego sklepu, wezmę pierwszą lepszą bluzkę, która się spodoba i kupię, no bo mam gwarantowany brak rozmiarówki (na szczęście mam kilka sklepów, w których lubię zaopatrywać się w odzież, w tym jeden jedyny lumpeks w sąsiednim mieście, gdzie wchodzę i mam dział XXL - kocham ich za to). Kurcze i żeby nie było- akceptuje siebie w pełni i nie użalam się nad sobą, bo doskonale wiem, że albo się siebie polubi takim jakim jest, albo trzeba się brać ostro (małymi krokami też damy radę) do roboty i pracować nad ciałem. Jednak otyłość przeszkadza w życiu, bo niby się człowiek nie przejmuje, ale jak ktoś pociśnie to jednak mimo wszystko się przykro robi. Tak, więc czy można być szczęśliwym grubaskiem- nie do końca.

Tak, więc pewnie teraz się zastanawiacie, czy wspieram body positive- jasne, że tak! Uważam, że jest to świetna internetowa akcja, jaką swego czasu pod skrzydła wzięły Wysokie obcasy. 

Body positive- nikt nie ma prawa dyktować nam jak mamy wyglądać

Weźmy przykład z wakacji, gdzie pełno jest naśmiewania się z "orek i waleni" na plażach. A qurwa, co to plaża tylko dla szczupłych? Ale pewnie się zdziwicie teraz, bo troszkę rozumiem tych, którzy tak szydzą z grubasek w leginsach i w dwuczęściowych bikini. Ja nie mam nic przeciwko, wręcz nawet podziwiam za odwagę i bardzo szanuje laski, które wychodzą nad polskie morze w dwuczęściowym stroju, a ważą swoje, ale kurcze, niech ten strój będzie kupiony w dobrym rozmiarze, a nie pół rowa wystaje i cycuchy się wylewają górą, albo dołem. To samo leginsy, sama je noszę, choć mam dupę jak szafa, ale wiem, że do leginsów z cienkiej dzianiny muszę ubrać dłuższą górę, no bo jest to strasznie komiczne jak mam dupę całą odsłoniętą. No tak się dzieje niestety przy osobach plus size, bo szczupłe nie potrzebują rozciągać do granic możliwości ubrań, byle się w coś wcisnąć. 

Takie samo jest moje stanowisko, co do osób szczupłych. Jak można komuś powiedzieć "jesteś taka chuda, przytyłabyś trochę". O ile wiemy, że osoba odżywia się prawidłowo to nie mamy prawa kogoś nazwać wieszakiem. Ja na prawdę nie lubię jak ktoś zwraca komuś uwagę na temat wyglądu: wagi, tatuaży, włosów- przecież to każdego indywidualna sprawa.

Dajmy żyć!

Każdy jest wyjątkowy, bez względu na wagę, sposób ubierania się, czy kolor oczu i fajnie by było, żeby co poniektórzy to zrozumieli i uszanowali innych. Ja sama już co raz częściej staram się nie zwracać uwagi na czyjś wygląd, w sposób wyśmiewczy. Popatrzeć można ("-co się gapisz? -po to mam oczy!"), ale tak by nie dać odczuć obczajanej osobie, że jest nienormalna.

A Ty ile razy słyszałaś głupie uwagi na temat Twojego wyglądu?

Ja zostawiam za sobą szkołę i okres poporodowy, gdzie czułam się fatalnie. Odkąd podjęłam decyzję, że czas siebie pokochać taką jaka jestem i ze wzmożoną siłą dążyć do tego, by zadbać po prostu o swoje zdrowie, czyli nie od razu chudnąć dziesiątki kilosów, biegać maratonów ( w tym po lekarzach) i jadać tylko zielone, żyje mi się o wiele lepiej i łatwiej i obelgi, bądź głupie komentarze klientów (i miałam tu napisać znajomych, ale jeśli ktoś pluje jadem, to od razu usuwam go z życia) puszczam mimo uszu, bo ten kto mówi, że "mam grube palce i na pewno ciężej mi wydawać pieniądze" powinien najpierw sam popatrzeć na siebie. I tyle.

You May Also Like

0 komentarze